We wtorek w świetlicy Oaza było niezłe zamieszanie. dzieci, wolontariuszy cała masa i ja. Wszyscy szaleliśmy między brystolem, nożykami, farbami i murem…. Niestety mój telefon uległ jesiennemu brakowi światła… jednak to wydarzenie i tak zasługuje na wspomnienie o nim.
Dzieci malowały murek, który dotychczas oddzielał je od pobliskiego osiedla. Od teraz jednak stanowi dla nich miejsce spędzania wolnego czasu, gdy świeci słońce i zaprasza do ich przestrzeni.
Tęczowe szczebelki ławki, ptaki symbolizujące uskrzydlonych wolontariuszy i idee, które przyświecają wspólnym spotkaniom. Warto wspomnieć, że w naprawę szarego, rozwalonego murku zaangażowali się ludzie, którzy po zakrętach życiowych budują się na nowo.
Super projekt, a ja w nim!
Dziękuję Weronice za zaproszenie do projektu i obiecuję podzielić się z Wami wynikami naszej działalności streetartowej.
Opublikowane zdjęcia to początek pracy…kiedy jeszcze miałam jak uwiecznić choć trochę pracę dzieci…. potem była już tylko kreacja aż do zachodu słońca…. Dlatego zdjęcia z akcji są ze zbiorów Oazy.

Dyrygenturę ta akcją przypłaciłam przeziębieniem… ale było warto. Szkoda, że nie widzieliście tego!